Nie pędź tak, znajdź godzinę dziennie [ROZMOWA O PSYCHOONKOLOGII]

- Jest takie świetne ćwiczenie: dajemy chorym kartkę, i każemy im rozpisać dzień - ile na co przeznaczają czasu? Ile czasu potrzebują na sen, ile dla rodziny, ile na pracę, a ile czasu mają dla siebie? Są zaskoczeni wynikiem - rozmowa z Agnieszką Frąckowiak, wiceprezes Zarządu Stowarzyszenia Psyche Soma Polis, współkoordynatorką Akademii Walki z Rakiem, członkiem prezydium Komisji Dialogu Obywatelskiego przy Wydziale Zdrowia i Spraw Społecznych poznańskiego Urzędu Miasta.

Sylwia Sałwacka: Podczas terapii nie mówicie chorym na roku: "Głowa do góry, wszystko będzie dobrze"
Agnieszka Frąckowiak: - Nie.
Dlaczego?
- Bo nie wiemy, jak będzie? Bywa, że lekarz mówi pacjentowi: będzie dobrze, a potem jest bardzo źle. Bywa też odwrotnie. To, co słyszymy wpływa na naszą psychikę. Może zniszczyć nadzieję, złamać. To jak podchodzimy do choroby, może znacząco wpłynąć na proces zdrowienia
My działamy więc inaczej.
Jak?
- Uczymy racjonalnego myślenia. Nie mamy wpływu na to, że zachorowaliśmy. Już tego nie zmienimy. Możemy jednak wyzdrowieć. Jeśli się to nam nie uda, to nie znaczy, że przegraliśmy. Zrobiliśmy wszystko, co możliwe w naszej mocy.
Leczenie farmakologiczne to zadanie lekarza. My leczymy duszę i głowę.
Trudne.
- Trudne, ale mamy doskonałe środki i narzędzia psychologiczne, dzięki którym pacjent przestaje myśleć destrukcyjnie, i zaczyna sensownie patrzeć na swoją sytuację.
W psychoonkologii fundamentem jest holistyczne podejście do pacjenta. Choroba onkologiczna wpływa na wiele aspektów naszego życia. Chorują całe rodziny - partnerzy, dzieci, znajomi, koledzy z pracy, sąsiedzi.
Choroba wyrzuca nas z wielu ról - zawodowych, rodzinnych, społecznych. Przestajemy być matką, żoną, szefową, atrakcyjną kobietą, a stajemy się "osobą chorą". Chory najczęściej musi przerwać pracę, a czasem ją bezpowrotnie stracić. Po chemioterapii - o czym rzadko się mówi - chorzy mają problemy np. z brakiem koncentracji. Jedna z naszych pacjentek, zanim zachorowała na raka, była świetną korektorką w wydawnictwie. Po chorobie nie była już w stanie skupić swojej uwagi na sprawdzaniu tekstu, nie była w stanie wychwycić błędów, literówek, i musiała zrezygnować z zawodu. Dla osób, które tak jak ona wcześniej były niezależne, przebojowe, to ogromny problem.
Rak to choroba przewlekła, bardzo często również śmiertelna. Pacjentom towarzyszy często do końca życia ogromny stres i lęk. Ta chora zmienia nas nie tylko psychicznie, ale i fizycznie. Dlatego pomoc psychologa to często za mało. Chorym najczęściej pomaga cały sztab specjalistów.
Kto jest w tym sztabie?
- Psycholog jest w stanie nauczyć chorego np. jak radzić sobie ze stresem. Stres z jednej strony jest w chorobie onkologicznej ogromny, ale z drugiej strony motywuje nas do działania i pobudza. W terapii wykorzystujemy między innymi świetne ćwiczenia osiągania stanu koherencji. Zaczyna się od wzięcia dwóch głębokich oddechów... A potem skupiamy się na biciu naszego serca. Świetne ćwiczenie. Sama byłam zaskoczona, jak trudno świadomie oddycha się "pełnym sercem".
Chorzy często mają zaburzone relacje z bliskimi, które choroba jeszcze potęguje. Podpowiadamy, jak poprawić te relacje. Albo jak podnieść swoją samoocenę. To trudne, jeśli człowiek wygląda źle i choroba zmienia nas nie do poznania. Dlatego w naszym teamie jest wizażystka, która uczy kobiety np. po chemioterapii jak się malować, jak "zrobić" sobie brwi, jak "oko", i stylistka - która z kolei radzi, jak się ubrać, jaki kolor garderoby dobrać do karnacji, która też zmienia się w czasie choroby.
Jest też dietetyk, nauczyciel jogi. Ich zadaniem jest także podniesienie komfortu życia pacjenta.
Po takiej terapii ludzie inaczej funkcjonują, inaczej myślą.
Wszyscy?
- To bardzo indywidualna sprawa. Są osoby, które w ogóle nie potrzebują terapii.
Może tak tylko twierdzą?
- Nie, bo znajdują w sobie tyle siły, by poradzić sobie z chorobą w pojedynkę. Najczęściej to ludzie młodzi, aktywni, nastawieni zadaniowo: "chcę wyzdrowieć". Takie osoby często dopiero po wyjściu z choroby po kilku latach przyznają: "Kurczę, chyba nie jest z moją psychiką wszystko dobrze". Kiedy schodzi z nas to całe napięcie związane z chorobą, przychodzi np. lęk przed powrotem choroby. Albo wraca wyparta kiedyś trauma. Wtedy ludzie szukają pomocy.
Warto też wspomnieć, że są chorzy, których mocno wspiera rodzina i przyjaciele, i to czasami wystarczy.
Ludzie często dzwonią do was po pomoc?
- Tak, choć często starają się wyręczyć ich w tym rodziny. Pytam wtedy: "A dlaczego pani chora siostra sama nie zadzwoni do nas?" "A bo ona nie chce tu przyjść" - słyszę.
Inicjatywa jest bardzo ważna. Ta "gotowość", to pierwszy krok. Często chorzy zapisani na terapię przez osoby trzecie po prostu się na nią nie stawiają, po prostu nie chcą pomocy. Oczywiście, bywa, że chory jest w depresji, i wtedy ktoś za niego musi podjąć decyzję. Jeśli pacjent nie chce od nas pomocy, nie możemy go do tego zmuszać.
Bywa też, że bliscy chorego bardziej potrzebują pomocy niż on sam.
- Tak, bo chory np. zrzuca wszystko na rodzinę. Wtedy pomagamy rodzinie, która jest w rozsypce.
Jak pomaga się rodzinie?
- Czasem proponujemy terapię małżeńską albo partnerską. Ale mamy też terapię grupową dla członków rodzin chorych. Uczymy ich na przykład, jak mają zadbać o siebie, bo bez tego nie można efektywnie pomagać. W czasie choroby wychodzą na światło dzienne pewne mechanizmy funkcjonowania w rodzinie, te dobre i te gorsze, nad którymi można pracować. Urazy, zdrady, niezałatwione konflikty, wyrzuty sumienia.
Rodziny często popełniają błąd bezgranicznie podporządkowując się chorującym: "Nie pójdę do kina, bo przecież nie zostawię męża w takim stanie samego w domu!". A jak już idziemy to tego kina, to cały czas myślimy, co tam się w tym domu dzieje? Ludzie opiekując się chorymi często rezygnują z własnego życia. Uważają, że nie mają do niego prawa, bo sytuacja jest nadzwyczajna. Czują, że to nie w porządku: "Ja się śmieję, a on umiera". No i co inni sobie o mnie teraz pomyślą?
Dlatego w czasie terapii uczymy ludzi na nowo śmiać się. Bardzo często z sali w naszym ośrodku słuchać gromki śmiech. Śmiech oczyszcza atmosferę. Śmieją się też chorzy. Nie chodzi o to, by wypierać trudne tematy, bo o wszystkim trzeba rozmawiać, chodzi tylko o to, żeby lepiej sobie radzić z chorobą.
Zresztą jest coś takiego, jak błogosławieństwo choroby...
Wszystko dzieje się po coś.
- To właśnie choroba najczęściej przestawia nas na inne, często lepsze tory. Ludzie przewartościowują swoje życie, i bardzo świadomie wykorzystują czas, który im pozostał. Skupiają się na tym, co zrobić dobrego dla siebie, jak przeżyć dobrze tę resztę życia?
Niektórzy robią prawdziwą rewoltę. Jedna z naszych pacjentek - poważna urzędniczka - zaczęła skakać na spadochronie. Wcześniej zmieniła zawód i zapisała się na kolejne studia. Twierdziła, że wcześniej nigdy by się na to nie zdobyła, bo nie miałaby siły.
Mieliśmy pacjentkę - lekarkę, która bardzo dużo pracowała, zanim zachorowała. Po chorobie wróciła do swoich ról: matki, żony, lekarki. Ale przestała być w nich już taka perfekcyjna. Przed chorobą nie miała nigdy czasu dla siebie, teraz niech się wali, niech się pali - nieważne czy dom jest wysprzątany, a obiad dwudaniowy - najważniejsze jest, by w ciągu dnia znaleźć co najmniej godzinę dla siebie.
Za wszelką cenę staramy się być najlepsi we wszystkim, spełniać oczekiwania i pędzimy przez to życie. Nie potrafimy świadomie wybierać, odpuścić sobie, a nawet przegrać. Na zajęciach uczymy ludzi chwytać chwile.
Udaje się?
- Jest takie świetne ćwiczenie. Każemy chorym na kartce rozpisać dzień. Ile na co przeznaczają czasu? Ile czasu potrzebuje na sen, ile dla rodziny, ile na pracę, a ile czasu mają tylko dla siebie.
Potem pytamy o te proporcje. I wszyscy mówią, że są one zaburzone, że coś w nich nie gra. Niektórzy są zaskoczeni, że właśnie tak wygląda ich życie.
Ile trwa terapia?
- Czasem pacjentom pomaga kilka konsultacji, najczęściej jednak terapia trwa około trzech miesięcy. Wiele zależy od stanu pacjenta, od tego, czy nie ma innych zaburzeń osobowości, czy nie chorował na depresję i inne choroby przewlekłe.
Ale warsztaty psychoedukacyjne polecamy też ludziom zdrowym. Pokazujemy na nich, jak można lepiej radzić sobie ze stresem i trudnymi emocjami oraz jak ważne jest dbanie o siebie, w aspekcie psychiki, ciała i relacji społecznych. To rodzaj prewencji.
Rozmawiała Sylwia Sałwacka
Serwis na swoich stronach www wykorzystuje m.in. pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Jeśli kontynuujesz przeglądanie naszej strony bez zmiany ustawień przeglądarki, przyjmujemy, że wyrażasz zgodę na użycie tych plików. Jednak zawsze możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.
Zamknij