Po co chorym śmiech?

- Na zajęciach nie pytam, kto jest chory, bo w każdym człowieku warto rozbudzać optymizm, pokazać korzyści zdrowotne wynikające z bezwarunkowego śmiechu - mówi Piotr Bielski*, jogin śmiechu.

Elżbieta Polcyn: Namawiasz ludzi do śmiania się. Również osoby chore na nowotwory, ich rodziny. Ale przecież w takiej sytuacji trudno się śmiać.
Piotr Bielski:* Jasne, że diagnoza na początku musi wzbudzić lęk, bunt, myśli „dlaczego mnie to spotkało?”. Ale kiedy chory uświadamia sobie, że rak nie musi być wyrokiem, że jest wiele osób, które wyzdrowiały, możemy zacząć działać.
Jak?
- Jednym ze sposobów jest zadbanie o ducha optymizmu, docenianie chwili obecnej. Nauczyć możemy się tego m.in. podczas jogi śmiechu, którą proponuję. Na zajęciach śmiejemy się razem, niezależnie od okoliczności, tym bardziej jeśli wokół siebie nie znajdujemy powodów do radości. Chodzi przede wszystkim o budowanie pozytywnego nastawienia. Joga śmiechu jest metodą dającą efekt terapeutyczny, mogącą uzupełniać terapię psychologiczną. Podczas jogi pobudzamy ciało do ruchu, do radości, do wejścia w klimat dziecięcej zabawy. Kiedy wspólnie śmiejemy się, tańczymy, poruszamy, to odzyskujemy wolność.
Słyszałem od kilku uczestników zajęć, osób chorych na raka, że od długiego czasu albo nigdy wcześniej nie doświadczyły takiej wolności bycia sobą jak podczas jogi śmiechu.
W jaki sposób joga śmiechu działa na organizm?
- Możemy potraktować ją częściowo jako ćwiczenia gimnastyczne dla ciała. Dzięki śmiechowi ćwiczymy mięśnie, poprawiamy pracę przepony, oddychamy głębiej, oczyszczamy organizm, a duża dawka tlenu dostarczanego do organizmu poprawia odporność. Wydzielają się endorfiny, czyli hormony szczęścia, dzięki którym poprawia się nastrój, stajemy się spokojniejsi, radośniejsi.
Praktyka jogi śmiechu jest trudna?
- Nie ma zaleceń, jak się śmiać. Podkreślam, żeby każdy ćwiczył według swoich możliwości.
Skoro joga ma być elementem terapii, wskazane są regularne zajęcia.
- Dla wielu ludzi już jedno spotkanie było ważne, zainspirowało, pozwoliło zyskać dystans do problemów. Ale przy regularnej praktyce szybciej zauważymy efekty, chociażby przyzwyczajenie do śmiechu - wystarczy dowcip czy merdający ogonem pies, aby śmiać się głośno, naturalnie, z brzucha.
Na zajęciach nie pytam, kto jest chory, bo w każdym człowieku warto rozbudzać optymizm, pokazać korzyści zdrowotne wynikające z bezwarunkowego śmiechu.
Najlepsze efekty może przynieść joga śmiechu połączona z terapią i innymi zajęciami rozwojowymi. Nie mogę dać żadnych gwarancji, że śmiejąc się ze mną, osoba chora na raka wyzdrowieje. Ale podbudowanie na duchu i pozytywne myślenie zwiększają szansę.
Przeciwwskazania?
- Choroby serca czy padaczka. Teoretycznie ktoś mógłby dostać tak silnego ataku śmiechu, że wywołałby atak padaczki. Ale zetknąłem się z kilkoma osobami, które po prostu powiedziały: „Mam ataki padaczki, ale na Boga, żebym jeszcze się w tym życiu śmiać nie mogła?”. Umawiamy się, że osoba ćwiczy na własne ryzyko, zachowując ostrożność.
Znalazłam zdjęcie aktorki Małgorzaty Braunek, która w szpitalu, chora na nowotwór, odbywała sesję jogi śmiechu przez telefon komórkowy.
- Małgosia Braunek była entuzjastką jogi śmiechu. Sesje, niemal dzień w dzień przez kilka miesięcy przez telefon, prowadziła z nią jedna z moich uczennic - Alicja. Małgosia była mistrzynią zen, osobą, która miała wielką świadomość tego, jak stan umysłu, ducha wypływa na całość naszego człowieczeństwa. Śmiejąc się pomimo wszystko i odchodząc w tak świadomy sposób, dała piękne świadectwo siły ducha.
Twój ojciec również chorował na nowotwór. Jogę śmiechu poznałeś dopiero po jego śmierci, ale czy pozwoliła ci poukładać życiowe doświadczenia?
- Oczywiście, tak. Czasem łapię się na myśli, że żałuję, że nie trafiłem na jogę śmiechu wcześniej.
Mój ojciec zmarł na nowotwór, chorował kilka lat. W tym czasie uczestniczyłem w grupie wsparcia Akademii Walki z Rakiem. Mój tato, podobnie jak wielu mężczyzn z jego pokolenia, trzymał emocje w sobie, miał określone poważne wyobrażenia o swojej roli w życiu. W czasie choroby zaczął mocniej doceniać każdą chwilę, pozwalać sobie na dystans. Dla mnie to był trudny okres - pokazał mi, że trzeba najpierw zadbać o własny spokój wewnętrzny, tak by być w stanie wesprzeć innych. Dlatego jogę śmiechu, metody relaksacji czy medytację polecam rodzinom osób chorych. Po skończeniu kursu jogi śmiechu i bogatej własnej praktyce wiem, że z niełatwymi sytuacjami mogę mierzyć się z większym spokojem.
Rozmawiała Elżbieta Polcyn
* Piotr Bielski - pierwszy polski certyfikowany nauczyciel jogi śmiechu, czyli praktyki łączącej śmiech z ćwiczeniami oddechowymi. Uczył się w Indiach u jej twórcy dr Madana Katarii. Z wykształcenia socjolog, w przeszłości dziennikarz, od kilku lat prowadzi warsztaty i szkolenia z jogi śmiechu.
Serwis na swoich stronach www wykorzystuje m.in. pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Jeśli kontynuujesz przeglądanie naszej strony bez zmiany ustawień przeglądarki, przyjmujemy, że wyrażasz zgodę na użycie tych plików. Jednak zawsze możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.
Zamknij