Poczuj się jak kucharz z gwiazdką Michelin. Hoduj zioła!

To zupełnie inna bajka, gdy ma się własne zioła, warzywa na wyciągniecie ręki.

Joanna Bosakowska: Jak wygląda pani balkon?
Magdalena Garczarczyk*:
– Teraz to typowy balkon z ziołami i z warzywami do półcienia. Jego charakter zmieniał się w zależności od tego, jakie były nasze potrzeby. Gdy mój syn był bardzo mały, jeszcze raczkował, balkon był bardziej placem zabaw dla niego, ustawiliśmy tam misy z różnymi kaszami, żołędziami, orzechami do rozsypywania, zabezpieczyliśmy siatką rybacką, posadziliśmy małe drzewo by dawało cień. Później, gdy już był starszy, zaczęliśmy na balkonie sadzić warzywa. Obecnie mamy tu głównie różne gatunki sałat, szpinak, buraki liściowe, zioła i pomidory koktajlowe. Kiedyś mieliśmy nawet kompostownik!
I to wszystko się mieści na balkonie?
– Tak, bo balkon jest spory, ma 3 metry na 4, czyli jest większy niż typowe balkony w blokach z PRL-u. Wszystko zależy jednak od dobrej organizacji. Wszędzie można uprawiać warzywa czy zioła, choćby na okiennym parapecie. Można stosować odmiany miniaturowe warzyw, np. odmiany pomidorów koktajlowych niskich, które nie są większe niż pelargonia.
Takie warzywa są lepsze niż ze sklepu czy rynku?
– Oczywiście, bo wiem, co jem! Wiem, co posadziłam, czym podlewałam, czym nawoziłam, czym zwalczałam szkodniki. To niesamowita frajda gdy ma się własne, pachnące warzywa pod ręką. Można też dzięki temu poeksperymentować w kuchni. Sadziłam na przykład cukinię, zbierałam jej kwiaty i faszerowałam. Kwiaty nasturcji też można faszerować, a jej liście dodawać do sałatek. Taka sałatka jest ciekawsza, ma ostrzejszy smak. Do letnich sałatek, które mają cieszyć oko, wykorzystuję też kwiaty nagietka. Tego nie kupi się na straganie.
Nie boi się pani zanieczyszczeń, uprawiając warzywa w mieście?
– Mieszkam na peryferiach Poznania, na Strzeszynie, więc powietrze jest tu w miarę czyste. Gdybym mieszkała przy ruchliwej ulicy w centrumm to pewnie na balkonie miałabym tylko kwiaty (śmiech). W takim wypadku intensywnie pachnące kwiaty mogą pomóc na „miejskie zapachy” nie zawsze cieszące.
Komu pani poleca ogród warzywny na balkonie?
– Wszystkim tym, którzy lubią kontakt z przyrodą. Bo przecież o te rośliny trzeba też zadbać, podlewać, nawozić nawozami ekologicznymi, dbać o żyzność ziemi, walczyć ze szkodnikami. Trzeba im po prostu poświęcić nieco czasu. Ale przede wszystkim polecam tym, którzy lubią gotować, bo to zupełnie inna bajka, gdy ma się własne zioła, warzywa na wyciągniecie ręki. Szefowie kuchni renomowanych restauracji zawsze dbają o to, aby mieć własne ogrody warzywne, bo wiedzą, w jaki sposób powstaje żywność, którą później będą serwować gościom. Mając więc warzywniak na balkonie, możemy się poczuć jak szef z gwiazdką Michelin we własnej kuchni!
Rozmawiała Joanna Bosakowska
* Magdalena Garczarczyk, architekt krajobrazu, animator ogrodniczy w ramach działalności Projektu Zieleniak oraz stowarzyszenia Kolektyw Kąpielisko, które założyło ogród społeczny na Łazarzu.
Serwis na swoich stronach www wykorzystuje m.in. pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Jeśli kontynuujesz przeglądanie naszej strony bez zmiany ustawień przeglądarki, przyjmujemy, że wyrażasz zgodę na użycie tych plików. Jednak zawsze możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.
Zamknij