Nie opalaj się na „czekoladkę”! To grozi ci rak skóry

Dzięki Coco Chanel, która przypiekła się podczas jednego z rejsów po Morzu Śródziemnym, opalenizna weszła na salony jako symbol zdrowia i seksapilu. Dopiero kilka dekad później naukowcy udowodnili, że promieniowanie ultrafioletowe może powodować choroby skóry i przyspiesza jej starzenie. By zapobiegać nowotworom należy uważać ze słońcem

Rozmowa z dr Magdaleną Łuczkowską, dermatologiem
Joanna Bosakowska: Pani doktor, czy pani się opala?
Dr n. med. Magdalena Łuczkowska: Tak, bo lubię lato! Korzystam więc ze słońca, ale zawsze używam filtrów przeciwsłonecznych. I nie opalam się na „czekoladkę”, bo to ani modne, ani zdrowe.
Jako blady, zapracowany człowiek, w pierwszych dniach urlopu używam filtra z bardzo wysokim SPF, czyli 50+, na którym skóra stopniowo oswaja się ze słońcem. Po kilku dniach stopniowo schodzę na niższy faktor, na przykład 20 lub 30 i w ten sposób bezpiecznie nabieram naturalnej opalenizny i nie narażam się na raka skóry.
Co to jest SPF?
– SPF to Sun Protection Factor, wskaźnik ochrony przed promieniowaniem UVB, które wywołuje rumień, czyli oparzenia, na naszej skórze. Jeśli kosmetyk ma filtr z SPF 15, to oznacza, że dzięki nałożeniu go na skórę piętnaście razy wydłużamy czas, zanim pojawi się rumień. Im wyższy SPF, tym mniejsze ryzyko oparzenia słonecznego, a co za tym idzie raka skóry.
Słońce może być więc groźne.
– Słońce to życie, dobre samopoczucie, pod jego wpływem wytwarza się serotonina, czyli nasz naturalny opioid, „hormon szczęścia”, a także witamina D3, która ma bardzo duże znaczenie dla naszego zdrowia. Ale słońce ma też drugą twarz.
Na naszą skórę wpływają UVA i UVB, czyli część promieniowania ultrafioletowego, które dociera do ziemi. Nadmierną dawkę UVB możemy poczuć na własnej skórze, poprzez rumień.
Ale dzięki UVB wytwarza się również w naskórku barwnik: melanina, czyli po prostu nasza opalenizna. Ale do tego potrzebne jest bezpośrednie światło słoneczne
– Tak, bo UVB zatrzymują chmury, szyby, suche ubrania, ale nie mokre! Choć jest już na rynku specjalna odzież dla dzieci i sportowców, z tkaniny chroniącej przed promieniowaniem. Ma ona oznaczenia UPF, Ultraviolet Protection Factor. Takie ubrania są lekkie i chronią przed UV nawet, gdy są mokre.
Czy ilość UVB, która dociera do ziemi, zależy od pory dnia?
– Promieniowania UVB jest tym więcej, im wyżej na niebie jest słońce. Dlatego najłatwiej o oparzenia między godziną 11 a 15. Zaleca się, by nie wystawiać się w tym czasie na słońce. UVB przechodzi także przez wodę, mniej więcej do metra głębokości, czyli w brodziku także się można opalić i oparzyć.
Mimo to bardziej podstępne jest UVA... Bo nie wywołuje oparzenia słonecznego, nie czujemy go na skórze, nie wiemy więc, jaka dawka do nas dotarła.
Przechodzi przez chmury?

– Przez chmury, ubrania, szyby, jest więc z nami przez cały rok. I – w przeciwieństwie do UVB, które zatrzymuje się w naskórku – UVA dociera aż do skóry właściwej. A to właśnie w niej znajdują się białkowe struktury odpowiedzialne za napięcie i jędrność skóry, czyli kolagen, włókna sprężyste, kwas hialuronowy. UVA uszkadza te struktury, niszczy – powiem obrazowo – rusztowania zbudowane z kolagenu i włókien sprężystych, a także fibroblasty, komórki, które produkują wspomniane białka. W ten sposób z czasem skóra traci napięcie, a po kilku latach zaczynamy widzieć zmarszczki już gołym okiem.
To faktycznie, podstępne promieniowanie...
– Prof. James Leyden z Uniwersytetu w Pensylwanii opisał pacjentkę, nauczycielkę, która przez całe swoje życie zawodowe prowadziła lekcje w klasie z oknami od południa, miała przy nich biurko. Jeden profil jej twarzy był cały rok narażony na przechodzące przez szyby promieniowanie UVA. Po latach był o wiele bardziej zniszczony, pomarszczony niż profil, który kobieta miała zasłonięty przed słońcem.
Tak więc o promieniowaniu UVA powinniśmy myśleć przez cały rok, żeby zatrzymać fotostarzenie się skóry.
Raczej wątpię, by ktoś stosował filtry przeciwsłoneczne przez cały rok.
– Ale w kosmetykach, których używamy na co dzień, na przykład w kremach przeciwzmarszczkowych, znajdują się filtry wychwytujące UVB i UVA, więc nie trzeba stosować dodatkowych filtrów przeciwsłonecznych.
W dawnych czasach opalenizna była w złym guście, jak widać, nie bez powodu. Choć jeszcze nikt tego naukowo nie umiał wytłumaczyć.
– Tak, w wyższych sferach panie miały bladą, ale gładką, jędrną skórę przez lata. Moda na opalanie się przyszła dopiero w XX wieku.
Podobno dzięki Coco Chanel, która przypiekła się podczas jednego z rejsów po Morzu Śródziemnym. W latach 20. ubiegłego wieku opalenizna weszła na salony jako symbol zdrowia i seksapilu.
– Ale wtedy jeszcze nikt nie wiedział, jak słońce wpływa na skórę. Dopiero w ostatnich dekadach naukowcy udowodnili, że promieniowanie ultrafioletowe może powodować choroby skóry i przyspiesza jej starzenie.
Dziś możemy zobaczyć jak starzeją się osoby, które zawsze bardzo lubiły się opalać. Ofiarą tego jest m.in. Brigitte Bardot, która zawsze w San Tropez, czy w Monako świeciła pięknie opalonym ciałem.
Jednak na słońce jesteśmy narażeni od zawsze. Nasze organizmy na pewno się jakoś do niego przystosowały?
– Oczywiście, naturalną ochroną jest właśnie opalenizna. W najgłębszej warstwie naskórka znajdują się melanocyty, czyli komórki barwnikowe, wyposażone w wypustki, przez co wyglądają trochę jak ośmiornice. Melanocyty pod wpływem promieniowania wysyłają do innych komórek naskórka ziarenka melaniny. Tak więc każda komórka, a konkretnie każde jądro komórkowe i DNA, ma parasol ochronny z melaniny, który pochłania promieniowanie. Ta naturalna ochrona jest jednak dość niska, porównuje się ją do filtra o SPF 4-6.
Czyli nie do końca jest skuteczna?
– Zwłaszcza gdy nie przyzwyczajamy stopniowo skóry do słońca. Zbyt duża ilość promieniowania UV może być wtedy toksyczna dla komórki. Niestety, wiele osób nic sobie nie robi z ostrzeżeń i bez odpowiedniej ochrony doznaje oparzenia słonecznego w pierwszych dniach urlopu. A proszę pamiętać, że każdy rumień na skórze to już oparzenie I stopnia, a kiedy pojawią się pęcherzyki, a potem złuszczanie skóry – II stopnia.
W ten sposób można narazić się na raka skóry.
– Można się narazić, choć organizm ma jeszcze kilka mechanizmów obronnych. Na przykład warstwa rogowa naskórka, czyli ta najbardziej zewnętrzna, podczas opalania ulega pogrubieniu, co stanowi przeszkodę dla promieniowania UV.
Jeśli mimo to jakaś komórka zostanie przez UVB czy UVA uszkodzona, organizm sam potrafi ją naprawić albo uśmiercić. Mechanizmy naprawcze wyczerpują się jednak wraz z wiekiem, a także wtedy, gdy promieniowania UV jest zbyt dużo.
Podczas opalania tworzą się też wolne rodniki.
– Faktycznie, pod wpływem słońca powstają miliony wolnych rodników, które atakują różne struktury biologiczne. Niszczą komórki skóry, włókna kolagenu czy elastyny. Najniebezpieczniejsze są uszkodzenia DNA, bo grozi to rozwojem nowotworu.
Dlatego warto pamiętać o diecie bogatej w tzw. antyoksydanty, by zneutralizować nadmiar wolnych rodników w organizmie. Latem pijmy dużo zielonej herbaty (także mrożonej), jedzmy owoce, ryby i przyprawy typu kurkuma czy curry.
Za czerniaka odpowiada UVA czy UVB?
– Przede wszystkim UVB, ale UVA mu pomaga. Oparzenia skóry w dzieciństwie są jednym z czynników ryzyka rozwoju czerniaka w przyszłości, a za nie odpowiada przecież UVB. Dlatego tak przeraża mnie, gdy widzę maluszki biegające w pampersach po plaży. Dzieci do drugiego roku życia są o wiele bardziej narażone na oparzenia słoneczne, bo mają jeszcze niedojrzały, cienki naskórek i nie wykształciły mechanizmów obronnych, o których wcześniej wspomniałam.
Obok czerniaka istnieją inne nowotwory skóry. Nie są one tak groźne jak czerniak, ale za to bardzo częste. Podejrzane zmiany na skórze trzeba więc badać i w razie potrzeby usuwać. Oczywiście nie wszystkie znamiona, czyli tzw. pieprzyki są groźne.
Czy skłonność do czerniaka można odziedziczyć?
– Naukowcy są w tej kwestii podzieleni. Ale zawsze trzeba brać to pod uwagę, dlatego członkowie rodziny, w której wystąpił czerniak, powinni raz w roku badać się u dermatologa. Bo, niestety, zachorowalność na czerniaka rośnie. Także w takich krajach, w których modne są solaria. Solaria nie mają nic wspólnego ze słońcem. Wytwarzają sztuczne, niefizjologiczne dawki promieniowania, głównie UVA. Przez to dramatycznie przyspieszają także starzenie skóry. Zatem zdecydowane NIE opalaniu się w solariach.
Wybierajmy więc słońce, ale tylko z filtrami. Kiedy w ogóle filtry przeciwsłoneczne pojawiły się na rynku?
– W Polsce pierwsze kosmetyki z filtrami pojawiły się już pod koniec lat 70., niewiele później niż na świecie. Oczywiście chodzi mi o filtry chemiczne, bo fizyczne znane były już w starożytności, Kleopatra w Egipcie też pokrywała się pudrami mineralnymi.
Filtry fizyczne, tlenek cynku lub dwutlenek tytanu to substancje, które nie wnikają w naskórek, tworzą rodzaj płaszcza ochronnego, który odbija promieniowanie słoneczne jak lustro. Ale mogą być nieprzyjemne kosmetycznie, gorzej rozsmarowują się na skórze, czasem zostawiają na niej białawy nalot.
Filtry chemiczne to różnego rodzaju związki chemiczne, w tej chwili jest ich na rynku już kilkadziesiąt. Mają mniejsze cząsteczki, które wnikają w powierzchowne warstwy naskórka, gdzie pochłaniają i rozpraszają w reakcjach chemicznych promieniowanie ultrafioletowe.
Obecne kosmetyki do ochrony przeciwsłonecznej to mieszanina filtrów chemicznych i fizycznych, dzięki czemu skutecznie chronią zarówno przed UVA, jak i UVB.
Jeśli filtry fizyczne mają tyle wad, to po co się je produkuje?
– Bo mimo pewnych niedogodności kosmetycznych w ogóle nie wpływają na naskórek. Stosuje się je zatem głównie u małych dzieci, u których – jak już wspomniałam – naskórek nie jest jeszcze w pełni wykształcony, filtry chemiczne mogłyby więc przedostawać się do głębszych warstw skóry, co nie jest wskazane. Zdarzają się także uczulenia na filtry chemiczne; wówczas zalecane są tylko filtry fizyczne.
Filtry chemiczne są tylko dla dorosłych?
– Nie, można je stosować także u starszych dzieci.
Ale czy związki chemiczne, które wnikają w naskórek, na pewno są obojętne dla zdrowia?
– Kosmetyki z filtrami chemicznymi, zanim trafią na rynek, przechodzą restrykcyjne badania. Stężenia filtrów są tak dobierane, by były z jednej strony efektywne, czyli pochłaniały UV, a z drugiej strony były bezpieczne dla zdrowia. Pamiętajmy, że cząsteczki filtrów chemicznych wnikają tylko w powierzchowne warstwy naskórka, a ten co 28 dni się złuszcza. Nie dostają się w głąb skóry i nie pozostają w organizmie.
Na pewno jednak znajdą się osoby, które w to bezpieczeństwo filtrów chemicznych nie wierzą. Czy one mają jakąś alternatywę? Na przykład filtry naturalne?
– Oczywiście są substancje naturalne, które mają właściwości fotoochronne, na przykład masło shea. Ich ochrona jest jednak bardzo niska, na poziomie SPF 4-6. Mogą więc je stosować tylko osoby o ciemnej karnacji, o typie Hiszpanki czy Włoszki. Przeciwnicy chemii mogą używać też filtrów fizycznych, trzeba tylko pamiętać, że nie pokrywają one całego spektrum promieniowania UVA i UVB, więc część go dotrze do skóry.
A co z osobami, które w ogóle nie stosują filtrów słonecznych? Skazane są na raka skóry?
– Nie są skazane, ale prawdopodobieństwo zachorowania na raka skóry u takich osób wzrasta. Wiele zależy oczywiście od predyspozycji genetycznych, sposobu życia, diety ubogiej lub bogatej na przykład w antyoksydanty. Muszą jednak liczyć się też z tym, że ich skóra znacznie szybciej się zestarzeje.
Jak wybrać kosmetyk z filtrem?
– Zanim staniemy przed półką z kosmetykami, zastanówmy się, jaki mamy fototyp, czyli karnację. Trzeba sobie przypomnieć, jak się opalamy: czy jak na przykład Nicole Kidman, która ma fototyp I i kiedy wyjdzie na słońce bez filtra to zawsze dozna oparzenia i nigdy się nie opali. A może mamy fototyp II lub III – nawet jeśli się zarumienimy, to potem nabieramy brązowej opalenizny. Fototyp II i III najczęściej występuje w Polsce. Ważny jest też wiek. Dzieci trzeba smarować zawsze filtrami o SPF 50+, niezależnie od karnacji. Rekomenduje się, by maluszki do pierwszego roku życia nie przebywały w ogóle bezpośrednio na słońcu, ze względu na możliwość oparzeń.
Nie lepiej, zamiast zastanawiać się nad fototypem, zawsze stosować SPF 50+?
– Faktycznie różnice pomiędzy SPF 15 a SPF 50+ nie są duże, jeśli chodzi o ilość wpuszczanego UV. Trzeba podkreślić, że nie ma filtrów, które w 100 procentach blokują przenikanie promieniowania ultrafioletowego. Te najmocniejsze, czyli 50+, czynią to w 98 procentach, te słabsze, SPF 15, w 93 procentach. Ale te mocniejsze skuteczniej chronią przed oparzeniem słonecznym niż te słabsze.
Dlatego ważna jest wiedza o własnym fototypie. Tylko osoby o ciemnej karnacji mogą stosować słabsze filtry.
Jak smarować się filtrem?
– Smarujemy się obficie – całe ciało, łącznie z twarzą i uszami. Pod oczy można stosować filtry fizyczne. Oczy zawsze chronimy okularami przeciwsłonecznymi lub fotochromami, jeśli nosimy okulary korekcyjne.
Czy smarujemy się na plaży, czy już wcześniej?
– Smarujemy się mniej więcej pół godziny przed wyjściem na słońce. Filtry chemiczne wnikają w naskórek, muszą się z nim zasymilować, największą moc osiągają po 30 minutach i utrzymują ją przez ok. 2-3 godziny. Potem tracą swoją fotostabilność i ulegają degeneracji. Możemy zatem czuć jeszcze krem na sobie, ale filtry straciły swoją moc działania. Dlatego trzeba się znów dosmarować. Jeśli się kąpiemy, to smarujemy się częściej, nawet gdy stosujemy filtry wodoodporne.
A co z osobami, które biorą leki? Wiele z nich „uczula” na słońce.
– Faktycznie, uczula część antybiotyków, leki przeciwpadaczkowe, moczopędne, hormonalne, ale i niesteroidowe leki przeciwzapalne, czyli te popularne, które możemy kupić bez recepty. Mogą powodować przebarwienia na skórze, oparzenia, poważne wysypki. Każdy, kto bierze regularnie leki, powinien skonsultować swoje kąpiele słoneczne z lekarzem lub farmaceutą i chronić się filtrami 50+.
Silnie fotouczulające są też perfumy. Panie, wychodząc na plażę, nie powinny się nimi skrapiać.
Wspomnieliśmy wcześniej o witaminie D3. Specjaliści twierdzą, że mamy deficyt tej witaminy, co może mieć wpływ na wystąpienie wielu chorób, w tym cukrzycy, reumatoidalnego zapalenia stawów, czy nowotworów.
– Tak, witamina D w ostatnich latach jest mocno eksplorowanym tematem w środowisku naukowym, powstaje na jej temat bardzo dużo publikacji. Jak się okazuje, wpływa ona nie tylko na gospodarkę mineralną w kościach, ale bierze też udział w wielu procesach fizjologicznych.
Filtry przeciwsłoneczne blokują jej wytwarzanie w skórze?
– Zależy, jak na to spojrzeć. Tak jak wspomniałam wcześniej, żaden filtr nie blokuje promieniowania UV w stu procentach, jego mała część więc stale dociera do naszej skóry. Synteza witaminy D3 zatem i tak może się odbywać. Inną kwestią jest położenie Polski i kąt padania promieniowania UVB, które warunkuje produkcję witaminy D3. Im bliżej równika i im wyżej nad poziomem morza, tym promieniowania UVB jest więcej. Przyjmuje się więc, że w naszym kraju, ze względu na jego położenie geograficzne, synteza witaminy D może zachodzić tylko przez kilka najcieplejszych miesięcy w roku.
Czy to wystarczy?
– Może nie wystarczyć, dlatego warto suplementować witaminę D, ale tylko jeśli rzeczywiście niedobory istnieją, czyli po wcześniejszym określeniu jej stężenia we krwi.
Eksperci rekomendują, by wystawiać się przez 15-20 minut na słońce, ale bez filtrów.
– Temat jest złożony, bo niezależnie od tego, czy ktoś stosuje filtry przeciwsłoneczne, czy nie, może mieć niedobory witaminy D3. Są badania, które wykazują, że osoby unikające filtrów przeciwsłonecznych nie mają istotnie wyższego stężenia witaminy D w porównaniu z osobami, które filtry stosują. Pierwsza grupa ma jednak o wiele większe zniszczenia DNA komórek skóry wywołane promieniowaniem UV, a wiemy czym to grozi.
Ja, jako dermatolog, biorąc pod uwagę obecny stan wiedzy, opowiadam się więc zdecydowanie za stosowaniem filtrów.
Rozmawiała Joanna Bosakowska
* Dr n. med. Magdalena Łuczkowska. Dermatolog. Jest asystentem w Katedrze i Klinice Dermatologii Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu. Prowadzi także własną praktykę lekarską w poznańskim Centrum Dermatologii. Od 7 lat jest ekspertem marki Nivea.
Serwis na swoich stronach www wykorzystuje m.in. pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Jeśli kontynuujesz przeglądanie naszej strony bez zmiany ustawień przeglądarki, przyjmujemy, że wyrażasz zgodę na użycie tych plików. Jednak zawsze możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.
Zamknij